Strona Główna Magia kamieni

(Nie)bezpieczne związki

1738

Starogermański kwarr, czyli zgrzyt, słowiański kwardy, czyli twardy oraz grecki Krystallos, czyli lód, to nic innego jak doskonale wszystkim znany kwarc.
Niektórzy zapewne mogliby się nieco zdziwić, gdy im zakomunikuję, iż kardynała Mazzariniego łączyło coś z księżną Kingą i z królową Jadwigą. A jednak to prawda. Księżna Kinga była posiadaczką słynnego pierścienia, znanego z legend w kopalniach soli, który świecił fiołkowym blaskiem ametystu. Francuski kardynał Mazzarini, następca samego kardynała de Richelieu, będąc w podróży modlił się przy przenośnym ołtarzyku, którego wszystkie części wyrzeźbione są w krysztale górskim i który dziś możemy podziwiać w krakowskim Muzeum Czartoryskich. Z kolei w muzeum kosztowności w Grunes Gewolbe w Dreźnie nikt nie zdoła przejść obojętnie obok kubka królowej Jadwigi, wykonanego z kryształu górskiego. Wszystkie te postaci, jak i wiele innych, zostały połączone poprzez kwarc właśnie.
Kwarc znany jest od dobrych kilku tysięcy lat, chociaż badacze wciąż odkrywają jego nowe właściwości. Może więc istotnie jest, jak głosi legenda, kamieniem czarodziejskim?
Samo słowo kryształ pochodzi od greckiego krystallos (dawniej oznaczającego lód), nazwanie w ten sposób kryształu górskiego wiąże się z wyglądem kryształów oraz faktem, iż wydają się one "zimne w dotyku". Wiąże się to z wysokim przewodnictwem cieplnym, której w tym wypadku jest dziesięciokrotnie wyższe niż dla wody i zarazem wysoką pojemnością cieplną kwarcu. Już w starożytnym Rzymie dużych, kryształowych kul używano do chłodzenia dłoni. Wytworne Rzymianki nosiły więc kule stale przy sobie. Z kolei pracowici hafciarze japońscy używali kul, aby zapobiec poceniu się rąk. Kule przydawały się także podczas mniej przyjemnych zabiegów, jak choćby przy wypalaniu ran.
Starożytni Grecy uważali kryształ górski za lód, który do tego stopnia zamarzł, że po prostu przestał się topić. Nawet Pliniusz twierdził, że kryształ górski tworzy się ze śniegu podczas bardzo mroźnych zim.
Kwarc bardzo szybko zaczęto wykorzystywać do wyrobu przeróżnych ozdób, pieczęci, czar i waz. Występował on również w wierzeniach starożytnych Rzymian i Greków, jako symbol czystości i skromności. Autorki książki „Tajemnice klejnotów” utrzymują, że to stąd właśnie wzięło się powiedzenie „kryształowo czysty” w odniesieniu do powietrza oraz wody. Z kolei jeśli chodzi o „kryształowy charakter”, to już według pań Krzywobłockich jest to przenośnia przesadna.
Najpiękniejsze dzieła sztuki wykonane z kryształu górskiego, związane są z epoką Fatymidów. Oprawiano go w kość słoniową, srebro i złoto, a następnie wysyłano do Europy, gdzie stanowiły niezwykle cenne obiekty zarówno w skarbcach różnych władców, jak i w kościołach. Dziś możemy je oglądać w muzeach Wenecji, Norymbergi i Florencji. W naszym rodzimym skarbcu katedry wawelskiej zachowała się szklanka z kryształu roboty muzułmańskich mistrzów, która prawdopodobnie była własnością św. Jadwigi hrabianki Meranu, małżonki księcia śląskiego Henryka Brodatego.
Jako że w średniowieczu nie znano jeszcze tak szlachetnych kamieni jak diamenty, rubiny, szafiry czy szmaragdy, to właśnie kryształ górski zdobił korony i berła.
Wierzono w szczególną moc kryształów. Wróżono z kryształowych kul, bohaterowie baśni rzucali je przed siebie, aby wskazały im drogę do źródła, Mistrz Twardowski, według autorek „Tajemnice klejnotów”, przy pomocy kryształu wywołał ducha królowej Barbary. Co prawda nie znalazłam nigdzie potwierdzenia, iż Twardowski używał akurat kryształu górskiego, niemniej jednak z wywoływaniem tego konkretnego ducha wiąże się ciekawa legenda, którą warto przytoczyć. Opowiada ona o zrozpaczonym po stracie ukochanej żony królu Zygmuncie Auguście, który zwrócił się do mistrza Twardowskiego po pomoc. Ten zaś, za pomocą magicznego zwierciadła, sporządzonego przy pomocy diabła, wywołał jej ducha. Rzecz działa się na zamku królewskim w Krakowie, a w roli ducha wystąpiła królewska faworyta Barbara Giżanka, łudząco podobna do zmarłej królowej. Zwierciadło Twardowski zapisał w testamencie biskupowi Franciszkowi Krasińskiemu, który przed śmiercią przekazał je do kościoła w Wegrowie. Fakt istnienia lustra jest jak najbardziej autentyczny. Zostało ono wykonane w Niemczech, ze stopu srebra, cynku, antymonu i cyny. Ma kształt prostokąta o wymiarach 56×46,5 cm, oprawne jest w szeroką sosnową barwioną na czarno ramę, na której umieszczony został napis łaciński: LVSERAT HOC SPECVLO MAGICAS TWARDOVIVS ARTES LVSVS AT ISTE DEI VERSVS IN OBSEQVIAM EST (Zabawiał się tym lustrem Twardowski magiczne sztuki ukazując lecz na służbę Bożą obrócone to jest). Zwiedzający Węgrów do dziś mogą je obejrzeć.
Kryształ górski traktowano też często jako probierz cnoty dziewiczej – jeśli był czysty, to i posiadaczka była czysta. Jeśli zaś zmącono, można było wątpić w jej cnotliwość.
W Meksyku istnieje kultu kryształowej czaszki, czyli rzeźby z kryształu górskiego, której genezę uczeni do dziś próbują wyjaśnić. Jak dotąd – bezskutecznie.
Na ogół uważano, że biały kryształ służy białej magii, czarny zaś- czarnej oczywiście. Nie wiadomo co sądził na ten temat Cesarz Rudolf II, znany współczesnym jako „Maximus adorator et amator gemmarum”, wiadomo natomiast, że nie gardził magią żadnego rodzaju. Gromadził w swych zbiorach kryształowe puchary z czasów średniowiecza, robione przez mistrzów włoskich i niemieckich. Wieść gminna głosi, iż kryształy te służyły różnym magom, których cesarz gościł na swoim dworze.
Wierzono także, iż woda nalana w kryształowy dzban nie może być ani zła, ani zatruta, ponieważ w każdym z tych przypadków widać by było zmącenia. Robiono więc dla Fatymidów dzbany z kryształu, stąd też się wzięły kryształowe kubki i szklanki u naszych średniowiecznych władczyń. Kubek królowej Jadwigi, oprawny w złocone srebro, a eksponowany w Dreźnie, pochodzi w warsztatu krakowskiego.
W końcu przestano przywiązywać wagę do magicznych właściwości kryształu, jednak pięknie rzeźbione drobiazgi z kryształu górskiego dalej były powszechnie cenione w Europie. Pod koniec XVIII wieku, w epoce sentymentalizmu kryształ górski posłużył do tworzenia świeckich relikwiarzy zawierający prochy znanych z legend i literatury par kochanków. Księżna Izabela z Flammingów Czartoryska przywiozła do Polski relikwiarze z kryształu, zawierające szczątki Cyda i Chimeny, Heloizy i Abelarda, Laury i Petrarki.
Miłośnicy minerałów zaczęli szukać jak największych okazów kryształu górskiego, który jednak rzadko występuje w wielkich bryłach, nadających się na większe wyroby. Dlatego właśnie Francuzi z takim pietyzmem odnoszą się do starorzymskiej kryształowej urny o wysokości 27 cm i 30 cm średnicy, która znajduje się w zbiorach muzealnych i zaliczana jest do narodowych skarbów Republiki.
Kwarc, chociaż taki piękny, bywał i wręcz morderczy. Kwarcowe płytki były bowiem sercem aparatów stacji nadawczych. W czasach II wojny światowej przyczyniły się więc do wielu tragedii i dramatów. Jak wiadomo, sprawa łączności była niesamowicie ważna, zwłaszcza dla bojowników podziemia antyhitlerowskiego. Zorganizowanie łączności bez kwarców zaś było zwyczajnie niemożliwe. Dlatego znalezienie kwarców przez okupanta podczas domowej lub osobistej rewizji było równoznaczne z wyrokiem śmierci.
Jednak z kwarcem, a dokładnie z jego najbardziej cenioną odmianą, czyli z ametystem, wiążą się także miłe wspomnienia i ciekawe legendy. Jedną z nich zanotował sam Arystoteles. Historia opowiadała o losach pewnej pięknej i skromnej nimfy leśnej, zwanej Amethys, Bóg wina, Dionizos, zakochał się w niej na śmierć i życie, ale dziewczyna bała się nieco boskiego amanta. Co więcej, najzwyczajniej w świecie sama zakochana była w pewnym urodziwym pasterzu, który nie tylko pięknie grał na flecie, ale i bywał zawsze trzeźwy. Pijany i obrażony Dionizos postanowił schwytać nimfę, ta jednak wezwała na pomoc boginię łowów Artemidę. Bogini zamieniła dziewczynę w mieniący fioletem leśnych fiołków kamień, nazwany od jej imienia – Ametystem. Zawstydzony Dionizos nadał owemu kamieniowi własność ujarzmiania niskich chuci, a także chronienia od skutków pijaństwa.
Dlatego też zapewne starożytni wierzyli, że ametyst ustrzeże swojego posiadacza przed pijaństwem, a jego grecka nazwa oznaczała po prostu – „nie upijać”. Jednak w najstarszym języku świta – sanskrycie – ametyst nosi nazwę Cacunda, czyli „niosący szczęście”.
Ametyst warto nosić, nie tylko ze względu na przypisywane mu przez starożytnych, cudowne właściwości. Jest on po prostu naprawdę pięknych minerałem, podobnie zresztą jak i kryształ górski i wszystkie pozostałe odmiany kwarcu. Polecamy.
Opracowała: Katarzyna Stępień
Źródło:„Tajemnice klejnotów”
Fot. era-zdrowia.pl